środa, 16 lutego 2011

O przyrodzie na 6!

Trafiam dziś na dwa fantastyczne blogi, pisane przez tę samą osobę i muszę się podzielić, bo radość tam zaglądać.
Frajda przyrodnika to blog dla rodziców przedszkolaków i dzieci z klas I-III, a Przyroda na 6 dla klas IV-VI. Całość tak pięknie się wpisuje w edukację domową, że aż podejrzewałam Autorkę o nią ;-)
Będziemy stałymi gośćmi!

poniedziałek, 14 lutego 2011

Kalendarz - pogody (i nie tylko) w języku angielskim

Tosiek ma trudności z określaniem czasu, a po dołożeniu do tego języka angielskiego, kłopoty są jeszcze większe. Dlatego postanowiłam zrobić dla niego kalendarz, który ułatwi mu opanowanie tego. Jak kalendarz, to jeszcze pogoda, więc powstało takie coś:Potrzebne do wykonania są:
tablica - duża korkowa lub (jak u nas) korkowa i magnetyczna,
wydrukowane obrazki opisujące pogodę z nazwami - wykorzystałam takie i takie,
wydrukowane nazwy dni tygodnia i miesiące - ze względu na określoną ilość miejsca na tablicy wydrukowałam tylko to, co mi było potrzebne,
laminator zabezpiecza kartoniki przed zniszczeniem,
flashcards, które mamy z zestawu "Read at Home - Telling the Time" można zastąpić innymi,
koszulki wpinane do segregatora, a służące do przechowywania slajdów (małe kwadraciki), wizytówek (na fiszki itp.) oraz zdjęć (4 duże) - tworzą kieszonki, do których można włożyć to, co nam potrzebne.

piątek, 11 lutego 2011

Szkiełko i oko - rzecz o mikroskopie

Mój tata jest z wykształcenia biologiem, stąd wśród wspomnień z mojego dzieciństwa plączą się łacińskie nazwy roślin, zwierząt. Jednym z takich najmilszych wspomnień są wieczory, kiedy przez "szkiełko" patrzyliśmy na mikroświat. Obserwowaliśmy okrzemki, pantofelki, bakterie i badaliśmy budowę komórki roślinnej. Zachciało mi się pokazać moim dzieciom to samo. Zaczęłam poszukiwania mikroskopu. Chińskie "wszystko w jednym" za 99.99 odrzuciłam od razu. Szukałam czegoś lepszego - każdy, kto ma choć trochę wiedzy na temat optyki (fotograficznej, teleskopowej, mikroskopowej) wie, że dobre szkło to podstawa. Bez tego ani rusz. Zajrzałam do jednego, drugiego sklepu i zonk! Wszędzie to samo! Wszystkie mikroskopy od ~200 złotych do ~800 wyglądają tak samo, jak z jednej fabryki. Chińskiej. Lepsze kosztują powyżej 1000 i też nie powalają swoim wyglądem (co ma wygląd do funkcjonalności? No ma to, że lekki statyw nie zapewni stabilności - cały mikroskop będzie się poruszał od ruchu oglądającego. Dobry mikroskop musi być stabilny, więc ciężki) . Chciałam, żeby miał stolik krzyżowy (pozwalający na przesuwanie preparatu) oraz śrubę makro i mikro (większość tych tańszych tego nie ma). Po długim rozeznaniu, kilkunastu mailach, zdecydowałam się wybrać coś z "górnej - niższej" półki. Mój wybór padł na Biomax - wtedy w październiku kosztował 610 złotych (teraz widzę, że jest po 300). Na jego zakup złożyła się cała rodzina, a chłopcy dostali go pod choinkę. Niestety mikroskop okazał się być totalną katastrofą. Stolik przedmiotowy był umocowany krzywo, w środku coś grzechotało, stolik krzyżowy miał zgięte pokrętło - no płacz i zgrzytanie zębów. O tym, co było widać (a raczej czego nie było widać), nie ma co wspominać. Pieniądze udało się odzyskać, ale nadal nie mieliśmy mikroskopu. Po raz kolejny przejrzałam wszystkie sklepy i powoli zaczęła mnie ogarniać rozpacz: trzeba mieć dużo pieniędzy (ponad 2tys.) aby kupić nowy i dobry mikroskop albo... zostawało Allegro. Tam w końcu udało nam się kupić stareńki sprzęt PZO za 550 złotych. Optyka może nie jest w nim super czysta (lata robią swoje), ale całość jest bez zarzutu: ciężki statyw, pokrętła działające z idealnym oporem, kilka okularów i obiektywów. Owszem, nie mamy kamery, jak chińskie promocje, więc nie podzielimy się tym, co widzimy z Wami, ale nie o to przecież chodzi.

czwartek, 3 lutego 2011

Kinderbale w karnawale

Tosiek co jakiś czas ma pomysł obchodzenia jakiegoś święta (nota bene, wyczytałam w kalendarzu, że dziś jest Światowy Dzień Obszarów Wodno-Błotnych). I tak obchodzimy powitanie lata, pożegnanie lata (koniecznie przy ognisku, na którym pieczemy pianki), powitanie zimy... I to nie jest tak, że dziecko przychodzi i prosząco "mamo, czy moglibyśmy...?". Nie, to jest człowiek zdecydowany, który oznajmia: "Mamo, w piątek jest święto, kup żelki". Ewentulanie robi nam listę zakupów. Ostatnio oświadczył, że ma być zabawa karnawałowa. Udało się wytargować inny termin, to było jedyne ustępstwo, na jakie poszedł.
Sama idea zabawy weszła jednak dość mocno w nasze rozważania o SOCJALIZACJI. Paskudny termin - straszak Homeschoolersów. Trzeba jednak przyznać, że trochę prawdy w nim jest. Dzieci potrzebują innych dzieci. Może nie przez 6 godzin dziennie, ale jednak od czasu do czasu. Dlatego na ów kinderbal postanowiliśmy zaprosić dzieci z dawnej szkoły Tośka. Z rodzeństwem - w sumie miały przyjść 4 osoby - wiem, niewiele, ale to jedyne dzieciaki, z którymi miał jaki taki kontakt. Zrobiliśmy zaproszenia i przekazaliśmy je (ja pełna obaw, że te nie będą chciały przyjść). I tu wielkie zdziwienie, bo chciały przyjść i to bardzo, ale pierwszą reakcją było "to chłopcy na ferie przyjechali tutaj?". Hmmm, jakie "tutaj", przecież oni cały czas "tutaj" byli. "To nie w Krakowie?". W ten sposób dowiedzieliśmy się, że ludzie na wsi są przekonani, że dzieci mieszkają w Krakowie i tam chodzą do szkoły. Hmmm... po raz drugi - może to jest wyjaśnienie tej głuchej ciszy, która wokół nas zapadła?
W każdym razie upiekliśmy ciasteczka, przygotowaliśmy poczęstunek, plan zabaw i czekaliśmy tego dnia. Wieczór przed nim zadzwoniła mama chłopców, że niestety dorwała ich straszna gorączka i że bardzo chcą przyjść, ale kiedy indziej. Było nam przykro, no i trochę się plan zawalił, bo większość gier i zabaw w tak małym gronie przestała mieć sens. W końcu nadeszła wyczekana środa, przyszły dziewczynki i kinderbal się odbył. Było świetnie, dzieci same sobie znajdowały zajęcie, grały w planszówki, zręcznościowe i w zasadzie ja byłam potrzebna tylko do czuwania. Tosiek wspaniale panował nad sobą, a obaj byli rewelacyjnymi gospodarzami.
Zatem z tą socjalizacją naszych dzieci nie jest tak źle, radzą sobie świetnie. Tu nie mamy powodów do zmartwień, ale nie możemy też zamykać oczu na fakt, że oni tych kontaktów potrzebują. Pocieszające jest to, że jednak dla Tośka towarzystwo możemy znaleźć na miejscu. Szymek natomiast jasno powiedział, że jego zapraszanie kolegów w byłej szkoły nie interesuje. Całe szczęście, że choć "dorywczo", ale jednak jakichś kolegów ma. Szkoda tylko, że nie mieszkają oni/my bliżej siebie...

środa, 26 stycznia 2011

Znowu linki

Ponieważ w zakładkach znowu zrobiło się bardzo ciasno, bo cały czas wędruję po różnych miejscach, ludzie polecają świetne stronki, czas zatem na kolejny remanent.
http://www.makinglearningfun.com/index.html - to miejsce gdzie jest mnóstwo kart do druku, ciężko się jednak przebić przez taką ilość, nie wiem czy przydatne, choć może literki z angielskiego...?
Łoszak - gazetka dla dzieci i młodzieży. Poważnie, wyczerpująco, ciekawie.
Jak pobudzić mózg do lepszej pracy.
Filmy przyrodnicze - raczej krótkie, prezentacje, eksperymenty. Podobnie tu.
Poszukując doświadczeń z fizyki, ostatecznie znalazłam szereg stron, od których zawsze zaczynam:
cudo strona, super doświadczenia, łatwe i przyjemne.
to tylko fizyka
doświadczenia
fizyk domowy
101 ciekawostek
Tu też fajne rzeczy.
Na koniec Co to jest fizyka
Fajne karty pracy z geografii - dodatkowo uczą angielskiego.
Ruchoma mapa Polski przez wieki.
Filmiki z może kiepską muzyczką, ale trudne problemy fajnie tłumaczone.

piątek, 21 stycznia 2011

Strach Przedegzaminowy w akcji

Znacie "Małą encyklopedię domowych potworów" Stanislava Marijanovica? W naszym domu zamieszkał jeden z takich właśnie potworków, jak te opisane w encyklopedii, ale dotychczas jeszcze niesklasyfikowany. Jest straszliwy. Dokucza głównie mi, ale dzieciom też się daje we znaki. Jest to potwór dwugłowy Strach Przedegzaminowy. Zamieszkał nie wiadomo kiedy, chyba wyślizgnął się z kartek przeglądanego kalendarza, no bo z tego kalendarza wynika, że egzaminy za 10 tygodni! Potwór ten cechuje się tym, że uwielbia chaos i niezborne działania. Człowiek przez niego zaatakowany łapie się za głowę, uprzytamnia sobie, jak mało wie (on sam lub jego podopieczni) i rzuca się w szereg niezbornych poczynań. A wówczas potwór tylko zaciera łapki, bo im więcej bałaganu, tym lepiej idzie mu sianie paniki. Jak walczyć z tym paskudem? Głównie spokojem i Planem, który trzeba sobie przygotować. Mimo to, co jakiś czas Strach Przedegzaminowy podnosi antypatyczny łeb (jeden lub drugi) i szepcze zjadliwie: "i tak nie zdążycie". Wtedy trzeba się odprężyć i zrobić coś całkiem niezwiązanego z nauką. Na przykład iść na sanki. Najważniejsze to jednak nie używać słowa EGZAMIN, bo ono jest głównym źródłem siły potwora.

środa, 12 stycznia 2011

Mini porządki

Usunęłam stąd dwa posty - dotyczące sprawdzianu po VI klasie. Sporo było na nie wejść z Googla, gdzie ktoś szukał informacji o sprawdzianie po VI klasie. Ktoś... - pewnie Szóstoklasiści :-)
Dlatego postanowiłam przenieść te informacje w nowe miejsce, do którego wszystkich edukowanych domowo szóstoklasistów zapraszam serdecznie!