piątek, 21 października 2011

Czy kto widział dziób Dzióba?

Już się nawet nie będę usprawiedliwiać brakiem czasu - no jest jak jest - nie wyrabiam z czasem i organizacją. Chciałam tylko wrzucić karty z dziobami (w katalogu przyroda). Pomysł na dzioby pojawił się w związku z wykładem na Uniwersytecie Dzieci, w którym Tosiek ma jutro uczestniczyć. O dziwo przygotowanie kart zajęło mi (łącznie z drukiem i laminowaniem) jakąś godzinkę. Jestem w tym coraz lepsza :-)
Ostatnio przygotowałam też karty "grzyby" - bardziej do szkoły-pracy niż szkoły-domu, ale moje dzieci też korzystają - te karty też są w chomiku, dwa pliki w katalogu przyroda).
Wszystko biorę z Wikipedii (o czym informuję, więc zgodnie z regułami), można zatem podając źródło korzystać sobie z tego do woli.

środa, 21 września 2011

Czym się zajmuje malakologia?

Dziś na szybko, bo jeszcze mnie czeka drukowanie i laminowanie, żeby na jutro pomoc była gotowa:
- zainteresowały nas te wszystkie - logie. Na razie biologiczne. Dlatego korzystając z Wikipedii przygotowałam takie karty trójstopniowe w stylu Montessori. Pomoc dla dzieci starszych (ja to zrobiłam dla gimnazjalisty). Karty trzeba wydrukować, zalaminować i pociąć. Potem dziecko dostaje kartoniki bez podpisów i dopasowuje je, a karty z lewej kolumny służą do sprawdzenia, czy dopasowało poprawnie. Myślę, że potem można sobie podzielić to na nauki dotyczące zwierząt, roślin oraz jednych i drugich. Potem pewnie zrobimy z tego jakiś quiz. Macie jeszcze jakieś pomysły?
- zaczynamy działać według planu, który nawet już przyjął formę pisemną :-) późno w tym roku, ale za to teraz już ruszyliśmy na całego. Obecny plan jest taki, żeby codziennie były: matematyka, język polski i język obcy (oba lub jeden z
nich), a poza tym pracować tydzień nad jednym przedmiotem. Tak blokowo, bo na zasadzie: dziś biologia i chemia, a jutro fizyka i geografia, to zupełnie nam nie szło. Zobaczymy. Na razie mamy tydzień z biologią.
- moje biologiczne zdziwienie: zmieniło się nazewnictwo! Oglądamy rysunek komórki, a tu: siateczka śródplazmatyczna. Coż to takiego? Przecież duże, więc nie odkryte ostatnio... dopiero po dłuuuuższym czasie wymyśliłam, że to przecież retikulum endoplazmatyczne... Nowa dla mnie jest też nazwa "protisty".

poniedziałek, 5 września 2011

Praca, szkoła i nauka

Praca moja, szkoła też moja, a nauka dzieci (tych, które uczę i tych osobistych). Niestety sytuacja życiowo-finansowa zmusiła mnie do pójścia do pracy, pomimo że dzieci uczą się w domu i najlepiej by było, gdybym cały swój czas mogła poświęcać im. Na szczęście moja praca to tylko pół etatu, więc 10 godzin "przy tablicy" (pracuję 2 dni), a resztę robię wieczorami, a jest co robić, ministerstwo już o to dba - irytuję się na taką papierkologię, bo wolałabym ten czas poświęcić na przygotowanie "półproduktów" do zajęć. "Półprodukty" zaś muszę przygotowywać, bo mam zajęcia z najmłodszymi dziećmi, które pewnych rzeczy nie zrobią (lub nie zrobią tak szybko, aby to miało sens), a które można by kupić, tylko... więc czeka mnie wycięcie kilkudziesięciu kółek na następne zajęcia (jak dobrze, że kupiłam sobie specjalny cyrkiel do tego celu!). Tyle o mojej pracy.
Nauka dzieci domowych powoli się rozkręca - już nie ma narzekania, że trzeeeeba, i naprawdę muuuuszę? Zaczyna to iść coraz sprawniej. Wczoraj przygotowałam listy zadań do wykonania. Niestety, kiedy wróciłam (o 15, bo rada pedagogiczna) zadania nie były wykonane. Po moim głośnym wyrażeniu niezadowolenia z takiego wywiązywania się ze zobowiązań, dzieci uwinęły się (same) z robotą w godzinę (no, ale ja byłam i ta moja obecność jest nadal niezbędna). Nie jest zatem różowo. Z drugiej strony jeszcze rok temu nic nie byłoby zrobione, więc jest postęp. W dodatku starszy syn miał straszne wyrzuty sumienia i jestem przekonana, że w czwartek zrobi wszystko na czas.

czwartek, 1 września 2011

Pierwszy dzień września... bez dzwonka

Pierwszy dzień września... rozpoczęcie roku szkolnego. Białe koszule i niewygodne spodnie. Apel. List pani minister o "szkole z pasją" (pasja z łaciny znaczy "cierpienie, męka"). Ja wiem, że chodzi o to słowo w znaczeniu "bardzo silne upodobanie do czegoś, zajmowanie się tym z namiętnością", ale przez głowę przemknęła mi myśl, że pasja to także wściekłość. Hmmm, nauczyciele dostający "szewskiej pasji" kiedy okazuje się, że zamiast uczyć, muszą stworzyć kolejny dokument. I jeszcze jeden... Misja, wizja i pasja. O tak.

A my? Z radością NIE uprasowałam koszul i NIE musiałam się martwić, czy spodnie nie są za małe. NIE musiałam się irytować słysząc pytanie "a czemu nie byliście w kościele?" (choć wszyscy wiedzą czemu). NIE wzrusza nas, która klasa zaczyna lekcje od której godziny - wstajemy jak się wyśpimy. I NIE obchodzi nas ile kartek ma mieć "zeszyt uwag" oraz jaki kolor spodni jest jeszcze strojem galowym, a jaki już nie.
Zamiast tego wszystkiego chłopcy siedząc na dworze zrobili po kilka zadań z matematyki, jakieś ćwiczenia z angielskiego, omówiliśmy podręczniki z języka polskiego, porozmawialiśmy o wybuchu wojny. Obejrzeliśmy nowe pocztówki (z USA i Brazylii!!) A potem był basen, książki, ciekawy film. Dzień jak co dzień :-) Bez dzwonka.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Nauka czytania metodą Domana

Nauka czytania metodą Glenna Domana budzi wiele kontrowersji.  Przeciwnicy twierdzą, że języka polskiego, w którym "wygląd" słowa zmienia się w zależności od przypadku czy osoby, metodą tą nie da się uczyć Zwolennicy zaś twierdzą, że to nie do końca prawda. Jak jest? My na razie pomalutku testujemy własny zestaw (o tym w innym miejscu), ale bardzo chętnie sięgnęłybyśmy i po ten, który można wylosować na blogu Wczesna Edukacja czyli Antka i Kuby świata odkrywanie.






 

niedziela, 14 sierpnia 2011

Wakacyjne rozrywki Tolka ;-)

Moje dziecko ogłosiło, że nie cierpi angielskiego :-( i nie chce się go uczyć... Moje dziecko uwielbia za to audiobooki. Jest też miłośnikiem Harrego Pottera (niektóre tomy czytał po kilkanaście (!) razy - takie tam dziwactwo). Dlatego powiedziałam, że Harry Potter w audiobooku i owszem, ale tylko po angielsku. Jestem genialna! Efekt: dziecko cały dzień słuchało pięknej angielszczyzny, co chwilę przybiegając, że "a wiesz, jak jest praworęczny po angielsku?". To, że w trakcie słuchania z wielkim skupieniem oglądało ćwiczeniówki do ortografii, pomińmy milczeniem...

piątek, 5 sierpnia 2011

Świat jest dziwny...

Jak to jest, że te blogi, na których rozwoju mi najbardziej zależy, czyli:
GadżetoMama
Fumfle
czy To moja praca!
co i rusz utykają, a te dwa, które już od jakiegoś czasu traktuję po macoszemu, zostały nominowane do blogowej zabawy (za co nominującym serdecznie dziękuję!). Wydaje mi się, że zależy to od tego, że GadżetoMama i Fumfle są trochę "komercyjne" i to pewnie jest wyczuwalne. Tu zaś piszę, gdy mię coś leży na duszy. Ewentualnie chcę się pochwalić. Ale czemu blog Mimi leży i kwiczy? No, dobra, dajmy mu szansę, jeszcze się rozwinie. Wracając do zabawy, jej zasady są takie:
1. Wkleić link blogera, który przyznał nagrodę i ładnie podziękować :)
1. Nominację nam przyznała Czyżyk, której bloga z prawdziwą przyjemnością odkryłam :-) Dziękuję!
2. Skopiować i wkleić logo do swojego bloga.
2.
3. Napisać o sobie 7 rzeczy
Ba, to dopiero! Będzie mało odkrywczo. 1. Jestem mamą i kocham to. 2. Jestem nauczycielką swoich dzieci, które uczę w domu i to też lubię. 3. Jestem nauczycielką innych dzieci, co było moją pasją, ale... troszkę się porobiło... 4. Od września wracam do pracy. 5. Boję się, czy w mojej pracy zawodowej znów odnajdę to, co kiedyś mnie tak nakręcało. 6. Ilość możliwości, jakie się wiążą z edukacją dzieci, czasami mnie przerasta. 7. I jak mam za dużo tego wszystkiego, to popadam w jakiś taki bezład decyzyjno-myśleniowy.
4. Nominować 16 innych blogerów (oprócz tego, który nominował nas)
No to lecimy, czyli blogi, które regularnie odwiedzam, kolejność kompletnie przypadkowa. Najpierw chciałam podać inne tu i inne tam, ale to jednak za dużo. Moja lista przedstawia się tak:

1. Wyspa Skarbów
2. Do dzieci z pasją

5. Wystawić im komentarz informujący o nagrodzie i nominacji.
Prędziutko biorę się do roboty :-)