Nauka czytania metodą Glenna Domana budzi wiele kontrowersji. Przeciwnicy twierdzą, że języka polskiego, w którym "wygląd" słowa zmienia się w zależności od przypadku czy osoby, metodą tą nie da się uczyć Zwolennicy zaś twierdzą, że to nie do końca prawda. Jak jest? My na razie pomalutku testujemy własny zestaw (o tym w innym miejscu), ale bardzo chętnie sięgnęłybyśmy i po ten, który można wylosować na blogu Wczesna Edukacja czyli Antka i Kuby świata odkrywanie.
niedziela, 21 sierpnia 2011
niedziela, 14 sierpnia 2011
Wakacyjne rozrywki Tolka ;-)
Moje dziecko ogłosiło, że nie cierpi angielskiego :-( i nie chce się go uczyć... Moje dziecko uwielbia za to audiobooki. Jest też miłośnikiem Harrego Pottera (niektóre tomy czytał po kilkanaście (!) razy - takie tam dziwactwo). Dlatego powiedziałam, że Harry Potter w audiobooku i owszem, ale tylko po angielsku. Jestem genialna! Efekt: dziecko cały dzień słuchało pięknej angielszczyzny, co chwilę przybiegając, że "a wiesz, jak jest praworęczny po angielsku?". To, że w trakcie słuchania z wielkim skupieniem oglądało ćwiczeniówki do ortografii, pomińmy milczeniem...
piątek, 5 sierpnia 2011
Świat jest dziwny...
Jak to jest, że te blogi, na których rozwoju mi najbardziej zależy, czyli:
GadżetoMama
Fumfle
czy To moja praca!
co i rusz utykają, a te dwa, które już od jakiegoś czasu traktuję po macoszemu, zostały nominowane do blogowej zabawy (za co nominującym serdecznie dziękuję!). Wydaje mi się, że zależy to od tego, że GadżetoMama i Fumfle są trochę "komercyjne" i to pewnie jest wyczuwalne. Tu zaś piszę, gdy mię coś leży na duszy. Ewentualnie chcę się pochwalić. Ale czemu blog Mimi leży i kwiczy? No, dobra, dajmy mu szansę, jeszcze się rozwinie. Wracając do zabawy, jej zasady są takie:

GadżetoMama
Fumfle
czy To moja praca!
co i rusz utykają, a te dwa, które już od jakiegoś czasu traktuję po macoszemu, zostały nominowane do blogowej zabawy (za co nominującym serdecznie dziękuję!). Wydaje mi się, że zależy to od tego, że GadżetoMama i Fumfle są trochę "komercyjne" i to pewnie jest wyczuwalne. Tu zaś piszę, gdy mię coś leży na duszy. Ewentualnie chcę się pochwalić. Ale czemu blog Mimi leży i kwiczy? No, dobra, dajmy mu szansę, jeszcze się rozwinie. Wracając do zabawy, jej zasady są takie:
1. Wkleić link blogera, który przyznał nagrodę i ładnie podziękować :)
1. Nominację nam przyznała Czyżyk, której bloga z prawdziwą przyjemnością odkryłam :-) Dziękuję!
2. Skopiować i wkleić logo do swojego bloga.
2. 
3. Napisać o sobie 7 rzeczy
Ba, to dopiero! Będzie mało odkrywczo. 1. Jestem mamą i kocham to. 2. Jestem nauczycielką swoich dzieci, które uczę w domu i to też lubię. 3. Jestem nauczycielką innych dzieci, co było moją pasją, ale... troszkę się porobiło... 4. Od września wracam do pracy. 5. Boję się, czy w mojej pracy zawodowej znów odnajdę to, co kiedyś mnie tak nakręcało. 6. Ilość możliwości, jakie się wiążą z edukacją dzieci, czasami mnie przerasta. 7. I jak mam za dużo tego wszystkiego, to popadam w jakiś taki bezład decyzyjno-myśleniowy.
4. Nominować 16 innych blogerów (oprócz tego, który nominował nas)
No to lecimy, czyli blogi, które regularnie odwiedzam, kolejność kompletnie przypadkowa. Najpierw chciałam podać inne tu i inne tam, ale to jednak za dużo. Moja lista przedstawia się tak:
1. Wyspa Skarbów
2. Do dzieci z pasją
1. Wyspa Skarbów
2. Do dzieci z pasją
5. Bawimy się
6. Grażka i watażka
14. TyMar
15. Mądre dziecko
16. Frajda Przyrodnika
6. Grażka i watażka
7. Antek i Kuba
8. Kolorowe dzieciństwo
9. Cud miłości
10. Szukając rozwiazania
11. Skacząc w kałużach
12. Ojciec Karmiący
13. Blog Kury Aktualnie Domowej8. Kolorowe dzieciństwo
9. Cud miłości
10. Szukając rozwiazania
11. Skacząc w kałużach
12. Ojciec Karmiący
14. TyMar
15. Mądre dziecko
16. Frajda Przyrodnika
5. Wystawić im komentarz informujący o nagrodzie i nominacji.
Prędziutko biorę się do roboty :-)
Prędziutko biorę się do roboty :-)
niedziela, 31 lipca 2011
Długi deszczowy... lipcopad
Długi deszczowy tydzień przerodził się w długi deszczowy miesiąc. Wizja projektów robionych w upalny dzień w cieniu parasola i Mi bawiącej się beztrosko w wodzie, powoli zaczyna odchodzić w siną dal. Nawet jeśli przyjdzie lato, upałów raczej nie będzie (jakby co, gotowam odszczekać). Wciąż jednak mam nadzieję, że uda nam się skończyć naszą ścieżkę sensoryczną i zrobić "wodną ścianę". No cóż, nadzieja matką głupich. A propos imienia Nadzieja: był pomysł, żeby Mi miała tak na imię. Moja pierwsza reakcja - "nie zrobię tego swoim potencjalnym wnukom" ;-)
Póki co zadowalamy się zajęciami w domu. Tosiek oddaje się swojej czytelniczej pasji pochłaniając kolejne tomy (niektóre czytając kilkakrotnie pod rząd... ale to inna bajka). Muniek zaś uprawia "prace ręczne". To co w szkole było katorgą, powoli staje się ulubionym zajęciem. I tak, po wielu godzinach, skleił model PZL p.11 c. Model jest zrobiony z kartonu, który trzeba było podkleić i wyciąć. Wiele godzin pracy, a efekt wspaniały.
Tylko ja jakaś taka rozbita i niepozbierana. Stąd decyzja o komputerowym odwyku i używaniu go tylko wtedy, gdy trzeba. Staram się w ciągu dnia notować, co mam zrobić, sprawdzić i uruchamiać go jak najrzadziej, odfajkowując z listy. Zamiast godzin spędzonych bezproduktywnie na "nie wiem czym" przy komputerze, staram się wykonywać pomoce do nauki.Robi się tego coraz więcej, niestety miejsca na ich przechowywanie jakby coraz mniej...
czwartek, 9 czerwca 2011
Błotny stolik
Do zrobienia takiego zainspirował mnie któryś blog (nie umiem teraz
znaleźć), na którym dzieci robiły zupę z błota i trawy. Przypomniały mi
się podobne zabawy z dzieciństwa, więc postanowiłam zrobić coś podobnego
dla Mimi. Błotny stolik został umiejscowiony między elementami placu
zabaw. Pomysł mój, wykonanie: Dziadek, a w akcji: (mieszanie,
przelewanie i wychlapywanie) Mimi.
Oczywiście, zgodnie z zasadami Montessori, początek i koniec pracy powinien wyznaczać fartuszek. Spieszę więc zapewnić, że takowy został zakupiony i wisi, ale na zdjęcia się nie załapał ;-)
Oczywiście, zgodnie z zasadami Montessori, początek i koniec pracy powinien wyznaczać fartuszek. Spieszę więc zapewnić, że takowy został zakupiony i wisi, ale na zdjęcia się nie załapał ;-)
wtorek, 7 czerwca 2011
Mamy zgodę!
Wczoraj dotarło do nas pismo - zgoda na edukację domową Szymona. Kamień spadł mi z serca! Radość mąci jedno sformułowanie: termin egzaminów został wyznaczony na czerwiec... Ja bym wolała egzaminy rozłożyć w czasie, ale wciąż mam nadzieję, że to kwestia dogadania się z nauczycielami.
Możemy z pełnym spokojem jechać na wakacje - wprawdzie tylko tydzień, ale już nie mogę się doczekać - uwielbiam morze. Dla Mi to będzie jej pierwsze z nim zetknięcie. Ciekawe jak sobie poradzi z chodzeniem po wielkiej piaskownicy? Na schodach daje sobie radę świetnie!
czwartek, 2 czerwca 2011
Zabawki i ich miejsce
Mimi ostatnio mnie nie rozpieszcza - jest bardzo absorbująca i nie
mam czasu na to, żeby siąść i w skupieniu poczytać czy coś napisać. Dziś
udało mi się jednak ponownie przeczytać część tekstu "Radosne dziecko". Doszłam do wniosku, że tak sobie kolejno wynotuję to, co akurat wydaje mi się najważniejsze w tym tekście:
Zabawki i ich miejsce - to zasada, którą wdrażam od dłuższego już czasu. Część zabawek niemowlęcych powędrowała w inne rączki, część na strych. To, co Mi jeszcze interesuje zostało posortowane i ułożone w pudełkach. Pomogło to opanować nadmiar i chaos, ale dziś zrozumiałam, że nie jest to do końca dobre rozwiązanie, ponieważ pudełka są zamknięte i Mimi straciła nimi zainteresowanie. Czasem jej wyciągam któreś pudełko, ale to zdecydowanie nie jest to, o co chodzi. To wymuszone zajęcie pod dyktando mamy, nie własna aktywność.
Stąd konieczność przemeblowań. Muszę opróżnić jedną szafkę w kuchni i tam umieścić część rzeczy, aby była łatwo dostępna - teraz np. koszyk z nożyczkami stoi wysoko, podobnie kredki - są, gdy Mi się o nie upomni (wchodzi na krzesło i się awanturuje pokazując na komódkę lub wyrywając mi długopis z ręki). Muszę kupić drewniane tacki, choć kuszącym rozwiązaniem są też komódki z kilkoma szufladkami (te szufladki nawet w kształcie są podobne do tacek...). Zobaczymy. W pokoju cała dolna półka jest dla małej, ale dużą część zajmują książki. Musimy wymyślić jakiś system przechowywania tego wszystkiego - może Ikeowski trofast? Jedyny problem, że on niezbyt piękny jest (taki plastik)...
Stolik do pracy - myślę, że najwyższy czas na zorganizowanie takiego miejsca do pracy. Stolik jest, tylko bardzo, bardzo brzydki, myślę więc o jego przemalowaniu. Ewentualnie stolik powędruje na podwórko, a do domu kupimy coś ładnego. Wszak M. Montessori zwraca uwagę na to, że dziecko powinny otaczać ładne rzeczy.
Sprzątanie - czyli odkładanie jednej zabawki na miejsce zanim weźmie się drugą. Staram się tego bardzo pilnować, ale czasami wydaje mi się, że stoję na z góry przegranej pozycji. Wtedy staram się zobaczyć to, co pozytywne: wszystkie książeczki stoją na półce, a Mi nie zrzuca ich dla zabawy (jak bywało), a kiedy weźmie jakąś, to ją odnosi - nie zawsze na półkę (choć i tak się zdarza), ale choćby w jej pobliże. Zabawki czasem są wywalane, ale ostatnio dałam jej taką układankę (zniosłam ze strychu), oglądała ją w kuchni, a potem zabrała do pokoju - zajęta czymś, nie zwróciłam uwagi na to, gdzie. Potem odkryłam, że układanka leży w koszyku! Sama, bez proszenia, ją tam zaniosła - była to nowa zabawka, więc mała zastosowała wyuczone zachowanie do nowego przedmiotu - duuuuża sprawa! Zauważyłam też, że jeśli w pudełku jest jedna zabawka (nawet kilkuelementowa) to tam wróci i wystarczy lekko rzucona uwaga - przypomnienie, ale jeśli jest to kilka zestawów, to po wyjęciu jednego, trzeba wyjąć kolejny i kolejny (żadnym się nie bawiąc), a już absolutnie nie ma mowy o odłożeniu czegoś po zabawie do pudełka, jeśli w nim już jest inna zabawka.
Trochę namotałam, ale chodzi mi o to, że zasada: mało zabawek, pojedynczo, łatwo dostępne (do wyjęcia i sprzątnięcia) ma więcej sensu, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Zaczyna się sprawdzać to, że dziecko lubi porządek. Tylko trzeba mu to umożliwić.
Zabawki i ich miejsce - to zasada, którą wdrażam od dłuższego już czasu. Część zabawek niemowlęcych powędrowała w inne rączki, część na strych. To, co Mi jeszcze interesuje zostało posortowane i ułożone w pudełkach. Pomogło to opanować nadmiar i chaos, ale dziś zrozumiałam, że nie jest to do końca dobre rozwiązanie, ponieważ pudełka są zamknięte i Mimi straciła nimi zainteresowanie. Czasem jej wyciągam któreś pudełko, ale to zdecydowanie nie jest to, o co chodzi. To wymuszone zajęcie pod dyktando mamy, nie własna aktywność.
Stąd konieczność przemeblowań. Muszę opróżnić jedną szafkę w kuchni i tam umieścić część rzeczy, aby była łatwo dostępna - teraz np. koszyk z nożyczkami stoi wysoko, podobnie kredki - są, gdy Mi się o nie upomni (wchodzi na krzesło i się awanturuje pokazując na komódkę lub wyrywając mi długopis z ręki). Muszę kupić drewniane tacki, choć kuszącym rozwiązaniem są też komódki z kilkoma szufladkami (te szufladki nawet w kształcie są podobne do tacek...). Zobaczymy. W pokoju cała dolna półka jest dla małej, ale dużą część zajmują książki. Musimy wymyślić jakiś system przechowywania tego wszystkiego - może Ikeowski trofast? Jedyny problem, że on niezbyt piękny jest (taki plastik)...
Stolik do pracy - myślę, że najwyższy czas na zorganizowanie takiego miejsca do pracy. Stolik jest, tylko bardzo, bardzo brzydki, myślę więc o jego przemalowaniu. Ewentualnie stolik powędruje na podwórko, a do domu kupimy coś ładnego. Wszak M. Montessori zwraca uwagę na to, że dziecko powinny otaczać ładne rzeczy.
Sprzątanie - czyli odkładanie jednej zabawki na miejsce zanim weźmie się drugą. Staram się tego bardzo pilnować, ale czasami wydaje mi się, że stoję na z góry przegranej pozycji. Wtedy staram się zobaczyć to, co pozytywne: wszystkie książeczki stoją na półce, a Mi nie zrzuca ich dla zabawy (jak bywało), a kiedy weźmie jakąś, to ją odnosi - nie zawsze na półkę (choć i tak się zdarza), ale choćby w jej pobliże. Zabawki czasem są wywalane, ale ostatnio dałam jej taką układankę (zniosłam ze strychu), oglądała ją w kuchni, a potem zabrała do pokoju - zajęta czymś, nie zwróciłam uwagi na to, gdzie. Potem odkryłam, że układanka leży w koszyku! Sama, bez proszenia, ją tam zaniosła - była to nowa zabawka, więc mała zastosowała wyuczone zachowanie do nowego przedmiotu - duuuuża sprawa! Zauważyłam też, że jeśli w pudełku jest jedna zabawka (nawet kilkuelementowa) to tam wróci i wystarczy lekko rzucona uwaga - przypomnienie, ale jeśli jest to kilka zestawów, to po wyjęciu jednego, trzeba wyjąć kolejny i kolejny (żadnym się nie bawiąc), a już absolutnie nie ma mowy o odłożeniu czegoś po zabawie do pudełka, jeśli w nim już jest inna zabawka.
Trochę namotałam, ale chodzi mi o to, że zasada: mało zabawek, pojedynczo, łatwo dostępne (do wyjęcia i sprzątnięcia) ma więcej sensu, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Zaczyna się sprawdzać to, że dziecko lubi porządek. Tylko trzeba mu to umożliwić.
Etykiety:
Mimi,
Montessori,
wczesna edukacja małego dziecka
Subskrybuj:
Posty (Atom)

